1/ Kadr z filmu "Auto-da-fe" 2/ Fragment scenariusza "Entropii"

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ENTROPIA | Pokaz filmów Russella Craiga Richardsona | finisaż wystawy Katalog Entropii Sztuki | ENTROPY | Russell Craig Richardson's film screening | The Entropy of Art: A Catalogue finissage

30.12.2013 godz. 19:00 | poniedziałek

monday, 30 december 2013, 7:00 PM

wstęp wolny | admission free



Russell Craig Richardson, niezależny filmowiec, artysta wizualny mieszkający w Woodstock /USA/ Współtworzy inicjatywę Open_Space, miejsce i magazyn artystyczny skupiający artystów różnych mediów, naukowców, poszukiwaczy nowych przestrzeni myśli, tekstu, dżwięku i wizualności.

http://the-open-space.org/

________________

Zdarzenie towarzyszy wystawie "Katalog Entropii Sztuki"
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

________________



filmy | screening

Entropie
Ektachrome
Currents
Auto-da-Fé

____________


Krótka Historia Entropii [wypowiedź auutorska]
A History of Entropy [artist's statement, english text below]


Wiele lat temu udało mi się zrealizować mój pierwszy „prawdziwy” film autorski: z porządnym finansowaniem, profesjonalną ekipą doświadczonych aktorów i znakomitym operatorem zdjęć. Film nazywał się „Entropie”. Kluczowym punktem opowieści o malowniczej postaci Serba próbującego wziąć taksówkę z Paryża do Jugosławii jest komediowa wersja dość poważnej życiowej filozofii opartej na drugim prawie termodynamiki. Jak powyższa zasada odnosi się do relacji międzyludzkich? — Wydaje mi się, że po raz pierwszy zadałem sobie to pytanie w wieku 7 lat oglądając odcinek o Białej Królowej w „Po Drugiej Stronie Lustra”. Dowiedziałem się wtedy, że aby stać w miejscu musimy nieustannie przebierać nogami, a dotarcie gdziekolwiek wymaga od nas NAPRAWDĘ SZYBKIEGO biegania.

Dotyczy to oczywiście, a może nawet szczególnie, przemysłu filmowego oraz wszystkich tzw. nowych mediów, które jak grzyby po deszczu wyrosły wokół nas wraz z upływem lat. To niezwykle sympatyczne, że Galeria Entropia zaproponowała bym pokazał tu cztery prace wideo, począwszy właśnie od krótkiego filmu „Entropie”. Niesie to ze sobą pewną dozę ironii, ponieważ już na poziomie technicznym przy każdej kolejnej próbie przeniesienia obrazu z oryginału tracimy pewną wartość: degradacji ulega definicja, wizualna subtelność, jakość dźwięku, coś z ulotnego „piękna” oryginału... „Entropie“ została zrealizowana na taśmie super-16 mm, 500 ASA Fuji, przy użyciu kamery Aaton, następnie powiększona do formatu 35 mm. Pokazywaną tu wersję musieliśmy najpierw przetransferować na VHS (sic!), stworzyć nowy master w standardowej definicji na mini-DV, wprowadzić to w Final Cut Pro, by wreszcie uzyskać to, o co nam chodziło, czyli plik Quicktime 4x3 w tzw. formacie „letterbox“. Mam wrażenie, że na przekór entropii film nadal prezentuje się całkiem nieźle (przyjmuję to jako ostrzeżenie na przyszłość, by nie wybrzydzać nadmiernie przy doborze nośnika lub jego specyfikacji technicznych).

Film mówi o utracie osobistej przeszłości, o tym czego nie da się już odtworzyć. Nie ma Jugosławii. Także dawne pieniądze - dinary, franki, marki niemieckie przestały istnieć. Możliwa pozostaje sama utrata. Czystość celuloidowej taśmy, odtworzenie obrazu na 35-milimetrowej kopii są dziś niemożliwe, przynajmniej w reczywistości stosunkowo niewielkiej galerii. Coś straciliśmy. Nastąpiła częściowa degradacja. Pozostała jakość ma jednak swoją wartość, a historię, muzykę, twarze i krajobrazy, w których są one osadzone, odczytujemy teraz jako „pamięć filmu“ - zamazaną, mniej dokładną, jednak ciągle aktywną. En — tro — pia. Kto wie, może nawet tak jest ciekawiej?

...........
[Fragment scenariusza “Entropii”’ zob.jpg]
..........

Również i druga z prezentowanych prac, „Ektachrome #1“, obraca się wokół „poszukiwania straconego czasu“. I w tym wypadku mieliśmy najpierw do czynienia z 16-milimetrową taśmą (zapis powstał na odwracalnym Kodaku Ektachromie), obrabianą następnie przy użyciu wideo; przy montażu, tym razem celowo, sięgnąłem do efektów cyfrowych dla uzyskania specyficznej estetycznej jakości obrazu. Przedmiotem filmu jest znowu czas, osobista i kolektywna pamięć i tej pamięci zacieranie się odzwierciedlane przez powolne blaknięcie kolorowej emulsji błony filmowej (5 lat upłynęło pomiędzy realizacją, a wywołaniem „zaginionej taśmy“.) Obraz został zarejestrowany zimą w podwrocławskim Mrozowie na terenie opuszczonego ośrodka wczasowo-rekreacyjnego pracowników PKP z czasów głębokiej Komuny wykupionego przez lokalnych biznesmenów, którzy zresztą energicznie usiłowali odsprzedać mi zrujnowany kompleks... Stojąc w śniegu nad pustym basenem kąpielowym nie mogłem oprzeć się grze wyobraźni podsuwającej obrazy PRL-owskiej dzieciarni lat 60-tych, a może 70-tych, pluskającej się tu w upalne letnie dni — teraz białego pustkowia z parą ujadających na łańcuchu bardzo złych psów. En — tro — pia.

„Auto-da-Fé” podejmuje tematykę bardziej aktywnej utraty kulturowej pamięci na poziomie druku, czy też po prostu słowa pisanego, w kontekście postępującego analfabetyzmu i ze szczególnym uwzględnieniem Poezji. Głosy na ścieżce dźwiękowej są głosami poetów, czytających swoje wiersze. Słuchamy ich przyglądając się obrazom palonych książek, woluminów na naszych oczach torturowanych, kłutych, ciętych, podtapianych, ulegających systematycznemu unicestwianiu... Narracja filmu skonstruowana jest z żywiołów ziemi, powietrza, ognia i wody, łącząc procesy naturalnej erozji z obrazami agresywnej ludzkiej destrukcji. Przyznaję, że w trakcie pracy nad tym filmem wiele rozmyślałem o aktualnym wówczas konflikcie zbrojnym w Iraku, o tym, w jaki sposób niszczone bywają równocześnie dobra kultury i życie młodych ludzi, czasem poprzez stawianie ich w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, kiedy indziej po prostu przez ignorowane, wypychanie na margines społeczny. I nawet jeśli ta konkretna wojna powoli popada w zapomnienie, wypierana w naszej świadomości przez świeże ogniska zapalne w innych częściach świata, ogólne przesłanie „Auto-da-Fé” pozostaje aktualne.

Wreszcie „Currents“: prosta, apolityczna, nienarracyjna praca, w której starałem się stworzyć obrazy jako akompaniament dla abstakcyjnej formy muzycznej autorstwa zaprzyjaźnionego kompozytora. Trochę na zasadzie kontrapuktu dla precyzyjnego, cyfrowego, komputerowo przetworzonego dźwięku, postanowiłem posłużyć się ciepłym i bardzo ludzkim materiałem wizualnym — w tym wypadku fragmentami ciała młodej dziewczyny, swobodnie improwizującej taneczne kroki i pasaże w częściowo zrujnowanej przemysłowej scenerii fabryki betonu. A więc znów entropia? Nie doszukiwałbym się tu żadnej specyficznej narracji, poza kontrastami form: surowych lub miękkich, zimnych lub ciepłych, zwierzęcych lub mineralnych. — Kto wie, czy w pewnym sensie nieubłagalnej presji sił entropijnych nie uległa sama możliwość ludzkiego przekazu...

... kto wie? — Być może to tylko chwilowe odczucie, związane z historycznym momentem przejścia od analogowej do cyfrowej technologii. Pomimo erozji i degradacji, niejako wpisanych w naturę analogowego dźwięku i obrazu, zapisy tego typu do końca nakreślają kontury realnego świata. Zapis cyfrowy wprawdzie dostarcza nam kwantów informacji, ale wbrew zapewnieniom swoich zwolenników również podlega entropii. Świat fizyczny ulega rozpadowi. Informacja cyfrowa jest abstrakcyjna tylko koncepceptualnie, w istocie wymaga zapisu, przekazu, achiwizacji i odtwarzania na realnych, a zatem fizycznych nośnikach.

Na przestrzeni lat dostrzegam, że moja prace coraz bardziej się komplikują, a ich kompozycje złożone często z wielu nakładających się na siebie warstw zagadnień formalnych i narracyjnych, pokrywają się siatką intencji, doświadczeń i wspomnień. Starzeje się ich skóra...
Ruch w kierunku przeciwnym, od obrazu cyfrowego na powrót do analogowego wydaje mi się również możliwy, co więcej, wierzę, że jest to w jakimś stopniu nieuniknione. Od tych drobnych, przystępnych na poziomie warsztatu form wideo — do delikatnie skomponowanych, nakładających się na siebie obrazów taśmy Super-8 i eksperymentalnej fotochemii. Od krótkich formułek mediów masowych do otwartych, zaangażowanych narracji filmów fabularnych; od Sound-Bites i photo-opów, możliwych dzięki technologiom cyfrowym w dziennikach informacyjnych, do nowych działań z open source, lub twórczych form współpracy w instalacjach interaktywnych i mediach sieciowych.

Te ostatnie nie podlegają już drugiemu prawu termodynamiki, bo jak potwierdzi każdy fizyk, prawo to rządzi systemami zamkniętymi. Natomiast w ramach każdego układu możemy wyróżnić prądy, które płyną jakby na przekór temu, co wydaje się nieuniknione (przynajmniej częściowo, lub przez jakiś czas...). Podobnie jak każda rzeka zanim ostatecznie wpadnie do morza, w swoim biegu napotka niezliczone zakola i nurty płynące pod prąd.Materia życia i sztuki zawiera się w tych zawirowaniach i przeciwnych prądach negentropii. Każda próba komunikatu, intencja oraz zasięg gestu dzielącego się tym, co widoczne, rozszerzają pole widzenia: tego, co zapamiętane, a nie zapomniane, stające się, a nie zaprzepaszczone, trwające, a nie już nieistniejące.Jak pisze Miki u końca swojej (mało prawdopodobnej, lecz przecież uwieńczonej sukcesem?) podróży do domu:LUTTE CONTRA ENTROPIE!


russell craig richardson
woodstock, ny, usa
30 listopada 2013.

[tłumaczenie: Dorota Czerner]



A History of Entropy [artist's statement]

Several years ago, I made my first ‘proper film’ with a full crew, adequate funding, experienced actors and a top cinematographer. It is called ‘Entropie’. Central to the story of a poor (Serbian) man trying to take a taxi from Paris to Yugoslavia is a comedy version of a serious philosophy based on the Second Law of Thermodynamics• as applied to human relations. I believe I first noticed this idea when I was 7 years old, in the White Queen episode of ‘Alice Through the Looking Glass’, where we are told you must run to stay in the same place, but you have to run VERY FAST if you want to get anywhere.

This applies so much to the film industry. And also to the various media that evolve seemingly each year. Gallery Entropia are being kind enough to show four of my video pieces, beginning with ‘Entropie’. This carries a fine irony even on the technical level, as for each stage of transfer from the original, we lose something (definition, visual subtlety, sound quality, ‘beauty’…)
‘Entropie’ was shot on 500 ASA Fuji super16 film on an Aaton camera, and blown up to 35mm. The version seen here was transferred onto VHS (yes!) then remastered via standard definition miniDV, processed through Final Cut, and reformatted as a ‘letterbox’ 4x3 Quicktime file. Despite entropy, I still think the film looks pretty good, which is perhaps a warning to film and video makers not to be too precious about formats.
The film deals with a lost personal past, one which is irretrievable. Yugoslavia is gone. Even the old money (dinars, francs, Deutschmarks) has gone. But loss is still possible. So, the clarity of celluloid, and the 35mm print is no longer viewable in a gallery setting. It’s lost. Or has been degraded. But it still has a certain quality; and the story, the music, the landscapes and faces are still there, in the ‘film’s’ memory. Just less sharp, less detailed, less present.
En – tro – py. Maybe it’s better this way?
*
Extract from the scenario of ‘Entropie’ [see jpg]

The second piece, ‘Ektachrome #1’, deals with this same ‘recherche du temps perdu’. It, too, was shot on 16mm film (Kodak Ektachrome reversal, in fact) then edited and treated in video, this time deliberately manipulating the change of quality for aesthetic effect. The ‘subjects’ of the piece are time, personal and collective memory, and the fading of each, paralleled by the fading of colours in the film’s emulsion, as 5 years were left between shooting and developing the ‘lost reel’. The film was shot one winter in Mrozów, just outside of Wroclaw, in an abandoned former railway workers’ holiday camp, now owned by local ‘biznesmeni’ (who tried to sell me the complex!) and currently falling to pieces. As I stood in the snow by the empty swimming pool, I was hit with a force by mental images of hundreds of Polish kids in the 60s and 70s, enjoying a summer swim here. Now there are just a couple of angry guard dogs.
En – tro –py.

‘Auto-da-Fé’ deals with a deeper and more active cultural loss of memory, in this case, literacy and especially poetry itself – The Word. Every voice on the soundtrack is of the actual author of the poem being read, while the books themselves are tortured, burned, cut, drowned and degraded or destroyed. The film is based around the elements of earth, air, water and fire, and puts forward a working together of natural methods of erosion, or forgetting, with the more active destruction. I have to admit that I was thinking during this film about the Iraq conflicts, and how not just culture, but young people, were being ignored, put at risk, and forgotten. And just a couple of years later, the piece retains its relevance, even if that particular conflict has been eroded out of memory by the ‘new troubles’ elsewhere in the world.

Finally, ‘Currents’ is a simple, non-political, non-narrative piece where I added an image track to a friend’s abstract music piece. In counterpoint to the precise, digital, electronic soundscape, I wanted to oppose a warm and vulnerable humanity – in this case, the flesh of a young woman walking and dancing in a decaying industrial landscape. More entropy? There is no specific narrative here, other than a play of hard/soft, cold/warm animal/mineral forms. Has meaning itself been eroded in an ultimate case of entropy?

Perhaps not…

Perhaps that was a historical moment of transition, as all moments are, from analogue to digital. But despite all of the erosion and degradation, analogue images and sounds still communicate the contours of the real world. Digital gives us quanta of information, but is also subject to entropy, whatever its proponents might claim. Anything physical decays. Digital information is only conceptually abstract, it is still, and always will be, concretely captured, transferred, stored and recycled via the real.

I have certainly noticed over the years that my work has become denser and more layered as increasingly complex formal and narrative questions become overlaid with intentions, experience and memories. As I get older…

The reverse movement then, from digital back to analogue is also possible, and that - I believe - is what is happening now. From smaller, manageable video forms, back to the delicate layerings of super 8 film and photochemistry. From small, self-contained formulae of mass media formats, to open, engaged, long-form narratives in feature films; from soundbites and photo opportunities in digital news outlets, to new interactions with open source, co-creative forms in installation and web media.

These latter do not obey that second law of thermodynamics. Because as any physicist will tell you, those laws govern whole systems; but within each system, there are always currents which go against this inevitable flow (either partially or temporarily). As every river will surely flow down to the sea, but will also contain innumerable eddies and contraflows, against the current.
All matter, life, and art occurs within these eddies and contraflows of negentropy – and every communication, outreach and sharing of the seen extends the field of seeing, or of remembering as against forgetting, of becoming as against disappearing, of being as against nothingness.

As Miki puts it at the end of his (unlikely, but successful?) journey home:
LUTTE CONTRA ENTROPY!

russell craig richardson
woodstock, ny, usa
november 30th 2013