fot. Edyta Jezierska

 
 
 
 
 
 
 

TEN LEŻAK NIE ISTNIEJE - interwencja rzeźbiarska z pobudek osobistych.
THIS DECKCHAIR DOES NOT EXIST, a sculptural intervention created for personal reasons

Wakacyjne sprawozdanie z wrocławskich opłotków | A Vacation Report from Backwater Wrocław

czas środkowoeuropejski

wstęp wolny | admission free



TEN LEŻAK NIE ISTNIEJE
- interwencja rzeźbiarska z pobudek osobistych

wakacyjne sprawozdanie z wrocławskich opłotków




Podróże kształcą, natomiast spacery bywają pouczające. Zwłaszcza te na obrzeżach, bowiem - jak słusznie twierdzi Ursula Le Guin: na rubieżach zmieniają sie reguły.

W szczerym polu możemy natrafić na zaskakujący komunikat, rzecz nieprzystającą do krajobrazu, obiekt należący do innego porządku, ślad wysublimowanej inteligencji w zdziczałym chaosie postnatury.

Tym razem trasa niezupełnie prowadzi przez szczere pole, raczej po przedpolach i opłotkach cywilizacji, wzdłuż niegdyś uregulowanego brzegu rzeczki i płotów ogródków działkowych. Przyjemne miejsce, takie, które niejeden z nas wspomina jako sawannę czy prerię dzieciństwa.
Mijamy most kolejowy, po kilku kępkach nadrzecznych zarośli trafiamy na rurę spinającą dwa strome brzegi. I właśnie na niej zauważamy wiszący obiekt. Obiekt wieloznaczny, zastanawiający, nieprzystający, być może komunikat skierowany ku podróżnym z przejeżdżających nieopodal pociągów, być może skierowany ku nielicznym spacerowiczom, być może ku krzakom, ku chmurom, ku nurtowi rzeki, ku przeszłości, ku potomności, ku sobie samemu i muzom? Tak czy owak obiekt noszący znamiona bezinetresowności, niepraktycznego wysiłku.

Krótko mówiąc: dzieło.

Obiekt-dzieło wygląda w przybliżeniu jak leżak, taki sprzed lat, powiedzmy, trzydziestu, który w tamtych czasach był bardzo popularnym wyposażeniem plażowiczów. Tylko, że ten niegdyś popularny składał się z aluminiowych rurek, które można było rozłączyć, by całość zmieściła się w poręcznym worku z uchwytem. Te zaś rurki łączyło lniane płótno w paski o rozmiarach mniej więcej od kolan do czubka głowy przeciętnego plażowicza czasów przedpostindustrialnych.
Natomiast wiszący nad rzeczką obiekt z widocznymi śladami spawów żadną miarą rozłożyć się już nie da. Jest to surowa rzeźba. I zarazem obraz. Płótno, na którym wisi ta absurdalna konstrukcja, ma nienaturalną, nieadekwatną do jej rozmiarów długość, jest szare i surowe, jak płótno podobrazia przed zagruntowaniem. Ta surowa dziewiczość napiętego płótna potęguje kontrast między całością obiektu, a wyliniałą, obłażącą ze smolistych bandaży rurą niegdyś najeżoną na grzbiecie kolcami.
Leżak-rzeźba-obraz jest eksponowany w miejscu tyleż dobrze widocznym, co trudnodostępnym. Po tej rurze mogłyby przechodzić nie znające strachu dzieciaki albo nieugięci artyści-graficiarze, może obie te formacje połczone w jednym: miłośniku abstrakcyjnych sytuacji... piewcy nieistniejącego obiektu... poszukiwaczu utraconego leżaka babci... odkrywcy mikrozakłóceń w matrixie naszych przyzwyczajeń...
... Który nam podsuwa kołyszący się na zardzewiałej rurze pospawany, liryczny komunikat, że przestrzeń publiczna rozwarstwia się na niezliczoną mnogość podprzestrzeni i nadprzestrzeni osobistych.
No i fajnie... ciepło... cieplej... gorąco: nie ma wątpliwości, że to najświeższa praca Trutha.

Ponieważ praca jest monitorowana z kosmosu (jak wszystko), podajemy dokładne współrzędne celem inwigilacji:
http://maps.google.com/maps?q=wrocław&hl=en&ie=UTF8&ll=51.095504,16.969406&spn=0.000511,0.001206&sll=51.107885,17.038538&sspn=0.000511,0.001206&t=h&z=20


Alicja Jodko
Galeria Entropia

Wrocław 20.07.2011

Truth http://krystiantruthczaplicki.blogspot.com/