Dorota Podlaska
" Na kogo wypadnie, na tego bęc...."

1. Było.
Bardzo lubię opowiadać historyjki. Dotychczas główną rolę w moich obrazkach i obiektach grała kobieta, jakaś kobieta, nie zawsze ja. Lubiłam podpatrywać relacje między ludźmi, a z nich najciekawsza jest miłość i jej nieskończone kombinacje. Zaczęłam też zwracać uwagę na kulturowe i społeczne schematy przedstawiania miłości i ich wpływ na nasz sposób myślenia i odczuwania. Zdarzało mi się też uciekać w świat marzeń i bajek, próbowałam się ochronić przed rzeczywistością. Moje prace są często miniaturowe, ta forma pozwala mi na zachowanie charakteru prywatności, intymności. Malowałam je na podstawie własnych przeżyć albo zasłyszanych zwierzeń, plotek, obserwacji. Historie do przedstawienia znajdowałam często po własnych kątach, albo na sąsiedniej ulicy, płynęły do mnie z listów, telefonów. Ostatnio zaczęłam rozglądać się coraz dalej.

2. Jest.
" Na kogo wypadnie, na tego bęc...." to gromada postaci wyciętych z blachy i pomalowanych. Są tu chłopcy i dziewczynki, dorośli i dzieci, reprezentanci wszystkich warstw i zawodów, czyli tak zwane "społeczeństwo". Zwykli ludzie, którzy spędzają czas głownie na pracy, są zaaferowani obowiązkami, zmęczeni codziennością. Nie mają specjalnie czasu ani ochoty zastanawiać się nad sensem życia, a nuż się okaże, że ono sensu nie ma? Praca, dom, praca, dom, praca, praca... Dzień za dniem przepływa między palcami. Brak im sił, żeby buntować się przeciw narzuconym rolom, egzystencja według przyzwyczajeń i schematów daje im ułudę bezpieczeństwa, ułudę, że życie płynie według jasnych zasad i da się przewidzieć. Wierzą, że są kowalami swego losu. Biegną do przodu. Nie widza, biedni, że są tylko pionkami w grze bez reguł, które ktoś na górze zbija "na chybił trafił". I nie ma w tym ich winy ani sposobu, żeby się zabezpieczyć.

Bohaterowie mojej wystawy są bardzo podobni do mnie: na co dzień miotam się, biegam w sprawach "pilnych" a głowę mam pełną urojeń. Nie mam specjalnego zapału do zmieniania schematów myślenia. Cieszę się raczej, że udało się jeszcze jeden dzień przeżyć bez specjalnych dramatów i wpadek. Od czasu do czasu jednak wydarzy się jakaś katastrofa, ktoś lub coś wywraca mi życie do góry nogami, wtedy w mózgu otworzy się jakaś klapka albo przekręci trybik i trzeba zrezygnować z dotychczasowych poglądów i przekonań, podjąć próbę zmiany.

To już trzecia wystawa, na której ustawiam moje blaszane ludziki. Pierwsza była wystawa w poznańskim ON, gdzie kazałam im wisieć do góry nogami i spadać, żeby udowodnić, że "Ziemia jest płaska". Potem w słupskim BGSW ludziki uciekały z "Piekła i nieba", bo ani mąk piekielnych ani stanu rajskiej szczęśliwości na dłuższą metę wytrzymać się nie da.

www.podlaska.art.pl


<<<
obrazki z wystawy >>>